Błąd
  • XML Parsing Error at 1:119. Error 9: Invalid character

Data 1 maja 2011 na trwałe zapisze się w umysłach Amerykanów podobnie jak 11 września 2001. Amerykanie kładą się spać uszczęśliwieni informacją o zgładzeniu Osamy bin Ladena na przedmieściach pakistańskiego miasteczka Abbottabad.

 

Po drugiej stronie kuli ziemskiej Pakistańczycy budzą się zaskoczeni informacją, że najbardziej poszukiwany człowiek na świecie został schwytany nie w jaskini na pograniczu pakistańsko-afgańskim, gdzie rzekomo miał się ukrywać, ale 50km od Islamabadu w budynku mieszkalnym nieopodal Pakistańskiej Akademii Wojskowej. Choć pościg za bin Ladenem w świadomości publicznej liczony jest od początku tzw. ?wojny z terrorem? to warto pamiętać, że był on na celowniku amerykańskich służb specjalnych już od połowy lat 90. Amerykanie chcieli go zgładzić już w 1998 w odwecie za zamachy na amerykańskie ambasady w Nairobi i Dar es Salam. Wówczas prezydent Clinton nie udzielił na to zgody. Potem Osamie udało się uciec z zasadzki w Tora Bora. Za trzecim razem Amerykanie już nie przepuścili okazji żeby go zlikwidować.

Kończy się pewien ważny etap w najnowszej historii świata. Czy warto jednak otwierać szampany? Abstrahując od moralnych aspektów świętowania zabójstwa człowieka (nawet najgorszego terrorysty, który przed skazaniem powinien zostać osądzony) wydaje się, że tego typu działanie jest dalece przedwczesne. Jeśli w dłuższej perspektywie mieszkańcy globu obudzili się 2 maja 2011 w bardziej bezpiecznym świecie, to w perspektywie krótkoterminowej należy raczej spodziewać się zwiększenia ataków ze strony Al-Kaidy i jej sympatyków. Szczególnie narażeni mogą być żołnierze sił koalicji w Afganistanie. Z pewnością również Talibowie Dżalaluddina Hakkaniego nie przepuszczą takiej okazji, do tego żeby się zemścić na władzach Pakistanu, za ciche przyzwolenie na amerykańskie rajdy w głąb terytorium kraju, a w drugiej kolejności na Amerykanach.

?Dla al-Kaidy, podobnie jak i dla świata, śmierć bin Ladena zmienia wszystko i nie zmienia niczego. Znika człowiek ? ikona, który w ostatnich latach miał malejący wpływ na akcje terrorystyczne na świecie, a powstaje kult męczennika ?

Al-Kaida będzie starała się teraz pokazać światu, że nie jest organizacją która opierała się tylko na bin Ladenie, ale że jest strukturą która jest w stanie przetrwać śmierć swojego charyzmatycznego lidera. Choć w ostatnich latach została mocno przetrzebiona to jednak należy pamiętać, że al-Kaida to nie tylko sieć organizacyjna, ale nade wszystko ideologiczna mieszanka elementów sunnickiego islamu, sekciarstwa, nihilizmu, kultu ekstremalnej heroiczności, samopoświęcenia, przemocy i anty-globalizacji. Tego typu dziedzictwa nie tak łatwo jest się pozbyć i choćby dlatego z al-Kaidą wciąż należy się liczyć. Prawdziwy mózg wielu operacji terrorystyczny al-Kaidy Ajman az-Zawahiri wciąż przebywa na wolności i choć brakuje mu przywódczej charyzmy, to z pewnością zadba o to by organizacyjna sieć pozostała równie sprawna jak w przeszłości.

O ideologiczną podbudowę zadbają inni przywódcy al-Kaidy, którzy z przyjemnością przejmą palmę pierwszeństwa po az-Zawahirim jeśli i ten zostanie zlikwidowany. Na dżihadystycznym rynku liderów wysokie notowania mają Abu Jahja al-Libi, który zyskał sławę dzięki ostatnim wydarzeniom w Libii, przewodzący sieci al-Kaidy na Półwyspie Arabskim Jemeńczyk Naser al-Wuhaiszi uwolniony przed kilkoma laty z Guantanamo Bay, a także Anwar al-Awlaki. Gdy przed 8-laty przeprowadzałem z tym ostatnim wywiad w mieście Robin Hood?a (Nottingham) podczas muzułmańskiej konferencji nie podejrzewałem, że tak szybko awansuje w dżihadystycznej strukturze. Z pewnością przyczynił się do tego incydent w teksańskim Forcie Hood podczas którego amerykański żołnierz palestyńskiego pochodzenia Nidal Hasan wystrzelał 13 swoich kolegów i ranił 29 innych. Anwar al-Awlaki, z którym Nidal Hasan utrzymywał bliski kontakt mailowy, nazwał Hasana bohaterem wypełniającym muzułmański obowiązek walki z amerykańską armią. 

Dla al-Kaidy, podobnie jak i dla świata, śmierć bin Ladena zmienia wszystko i nie zmienia niczego. Znika człowiek ? ikona, który w ostatnich latach miał malejący wpływ na akcje terrorystyczne na świecie, a powstaje kult męczennika, który będzie wykorzystywany do radykalizacji kolejnych pokoleń terrorystów. Śmiem twierdzić, że ideologii al-Kaidy o wiele bardziej zaszkodziły ostatnie przemiany w krajach arabskich związane ze zwycięskimi rewolucjami w Tunezji i Egipcie, niż zgładzenie jej lidera. Piewcy nienawiści pokroju bin Ladena odgrywają oczywiście znaczącą rolę w popychaniu ludzi do desperackich aktów przemocy. Nic tak jednak dobrze nie radykalizuje ludzi jak ogólny brak nadziei na poprawę sytuacji. Teraz miliony osób na Bliskim Wschodzie uwierzyły, że nie są skazane na dyktatorów i że nie muszą się obawiać krytykowania władz. W takim świecie bin Ladenowi bardzo trudno było się odnaleźć. Chciał tworzyć wyimaginowany muzułmański raj na ziemi, a pozostawiał po sobie jedynie zniszczenie. Świat bez Osamy bin Ladena będzie na pewno szczęśliwszym miejscem.

Przedruk ze strony www.mojeopinie.pl

Share this post

You are here: Kadra