Błąd
  • XML Parsing Error at 1:119. Error 9: Invalid character

Uwielbiamy porównywać poziom i jakość naszego życia do życia społeczeństw Europy Zachodniej. Narzekamy, że nie zarabiamy tyle samo, że nie mamy tylu dróg, takich emerytur, sprawnej służby zdrowia. Oczekujemy zewsząd pomocy, uważając, że ?nam się należy?. Wydaje się nam, że jesteśmy znacznie biedniejsi od reszty świata, niż faktycznie jesteśmy.

Tylko jeden na pięciu Polaków jest w stanie określić orientacyjnie, ile państw jest biedniejszych od Polski. Tymczasem dla większości państw na świecie nasz kraj jest prawdziwym rajem i dlatego Polska także bierze na siebie odpowiedzialność za pomaganie innym narodom.

Warto czasem spojrzeć poza Unię Europejską. Wtedy zobaczymy, że należymy do bardzo ekskluzywnego klubu 40-50 najbogatszych i najlepiej rozwiniętych państw świata. Polacy żyją przeciętnie 75 lat, zarabiają przeciętnie 15 tys. dolarów rocznie, prawie wszystkie polskie dzieci chodzą do szkoły. Taki obraz jakości życia w Polsce wyłania się z rankingu rozwoju społecznego publikowanego co roku przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP). Polska zajmuje w nim 39. pozycję, plasując się wśród czterdziestu najlepiej rozwiniętych państw świata. Na drugim końcu tego rankingu (179. pozycja) mamy Sierra Leone, państwo, którego obywatele średnio dożywają 42. roku życia, zarabiają 630 dolarów rocznie, dwie trzecie populacji nie potrafi czytać i pisać, do szkoły nie chodzi ponad połowa dzieci. Nie mamy wątpliwości, po której stronie świata podzielonego na bogatą Północ i biedne Południe znajduje się Polska.

czy

W 2000 roku przywódcy wszystkich państw członkowskich ONZ przyjęli Milenijne Cele Rozwoju ? wymierne zobowiązanie społeczności międzynarodowej do znaczącej poprawy jakości życia do roku 2015 w kluczowych dla rozwoju dziedzinach, takich jak walka z ubóstwem, edukacja, zdrowie, równouprawnienie płci, ochrona środowiska. Mimo przyjęcia bardzo konkretnych, liczbowych zobowiązań i sukcesów w zakresie rozwoju, realizacja w skali globalnej nie napawa optymizmem. Zobaczmy w uproszczonej mikroskali jednego dnia, jakie osiągnięcia ma społeczność międzynarodowa w tym zakresie. Tylko w ciągu jednego dnia 30 tys. dzieci umiera z powodu ubóstwa, 13 tys. ludzi zakaża się wirusem HIV, 100 tys. dzieci nie pójdzie do szkoły; prawie 1,5 mld ludzi będzie musiało przeżyć ten dzień za mniej niż dolara. Z drugiej strony, kraje wysoko rozwinięte tylko w ciągu tego samego, jednego dnia wydadzą 1 mld dolarów na dotacje dla rolnictwa, 2,5 mld dolarów na zbrojenia; mieszkańcy tych krajów przeznaczą 40 mln dolarów na perfumy i dwa razy tyle na lody. Tymczasem realizacja Milenijnych Celów Rozwoju pozwoli wyciągnąć 500 mln ludzi ze skrajnej biedy, uratowane zostanie życie 30 mln dzieci do piątego roku życia i 2 mln ciężarnych kobiet, a 350 mln ludzi uzyska dostęp do czystej wody pitnej. Czy nas nie stać na pomaganie innym narodom?

Sami o sobie: czy nas stać?

Wydaje się, że Polacy są co do tego zgodni: powinniśmy pomagać biedniejszym krajom. Poparcie Polaków dla pomocy rozwojowej systematycznie rośnie. W 2008 roku aż 84% naszych rodaków uważało, że powinniśmy pomagać. Jednocześnie w badaniach opinii publicznej obserwujemy zmniejszanie się grupy respondentów negatywnie nastawionych do pomocy rozwojowej ? z 35 do 12% w latach 2004-2008. Polacy przeciwni pomocy rozwojowej tłumaczą to tym, że jesteśmy za biedni (62%) i najpierw powinniśmy rozwiązać własne problemy (48%).

Dlaczego, zdaniem Polaków, powinniśmy pomagać? Dla przeważającej większości (58%) główną motywacją do pomagania innym narodom jest moralny obowiązek. Moralny argument pomocy innym, będącym w potrzebie, powszechnie podzielają też inne nowe kraje członkowskie UE, które razem z Polską stosunkowo niedawno zaczęły uczestniczyć w globalnej współpracy na rzecz rozwoju.

Na drugim miejscu znajduje się argument, że inne państwa pomogły Polsce w okresie transformacji. Mówimy, że Polska ma moralny i finansowy dług do spłaty. W ciągu pierwszych lat transformacji nasz kraj otrzymał pomoc rozwojową o wartości od kilkuset milionów do kilku miliardów dolarów rocznie. W 2002 roku Polska otrzymała 1,2 mld dolarów pomocy, co stanowiło 0,6% polskiego PKB. Wykorzystała te pieniądze na rozwój, teraz może, korzystając ze swoich doświadczeń, zacząć pomagać innym w rozwoju.
Co piąty Polak uważa, że powinniśmy pomagać, aby osiągnąć korzyści dla Polski, w tym podniesienie prestiżu kraju, a także dlatego, że musimy wypełniać zobowiązania międzynarodowe. Wiele państw donatorów, jak choćby kraje skandynawskie czy Kanada, skutecznie wspiera budowanie swojej marki poprzez pomoc rozwojową. Nie chodzi jednak naturalnie o samą pozycję kraju w stosunkach międzynarodowych. Nie mniej ważne jest idące za promocją kraju zwiększenie możliwości współpracy gospodarczej i handlowej, zarówno na poziomie rządów, jak i sektora prywatnego.

Warto przy tym zwrócić uwagę także na inne korzyści wynikające z pomocy rozwojowej. Do nich należy niewątpliwie budowanie stabilności międzynarodowej, także wśród naszych sąsiadów. Ograniczenie ubóstwa, które jest nierzadko przyczyną terroryzmu i konfliktów, a także migracji, również leży w naszym interesie. Jeżeli u naszych bliższych i dalszych sąsiadów będzie się działo lepiej, to nasza jakość życia też będzie znacząco wyższa.

Wśród zobowiązań Polski warto wymienić przede wszystkim dwa. Po pierwsze, Polska podpisała się pod Milenijnymi Celami Rozwoju. Zobowiązanie to dotyczy zarówno krajów biednych, jak i bogatych, które mają pomóc tym pierwszym w rozwoju. Polska jest już w tej drugiej grupie. Mimo że Milenijne Cele nie przyjęły formy konwencji międzynarodowej, a jedynie deklaracji politycznej, ich znaczenie jest nie do przecenienia. Przede wszystkim z uwagi na powszechność ? obecnie 192 państwa podpisały tę deklarację, na którą często powołują się organizacje społeczne, rozliczając rządy z obietnic. Po drugie, ze względu na wymierne, ujęte liczbowo i czasowo zobowiązania w konkretnych dziedzinach rozwoju. Dla Polski istotne z punktu prawnomiędzynarodowego było podpisanie traktatu akcesyjnego do Unii Europejskiej. Wchodząc do UE, Polska zobowiązała się do uczestnictwa w unijnej polityce rozwojowej i jej finansowania. Dodatkowo w 2005 roku przyjęła na forum unijnym zobowiązania dotyczące zwiększenia pomocy rozwojowej do poziomu 0,17% PKB do 2010 oraz do 0,33% PKB do 2015 roku.

Co to jest miliard złotych

W 2007 roku Polska przeznaczyła na pomoc rozwojową ok. 1 mld zł. Jeżeli wypełni swoje zobowiązania, w 2010 wartość ta może przekroczyć 2,5 mld, a w 2015 roku ? 4 mld zł. Co to jest miliard złotych? 1 000 000 000 zł większości Polaków wydaje się kwotą niewyobrażalną. Spróbujmy ją oswoić i przyjrzeć się jej z kilku stron.

Po pierwsze, warto się zastanowić, co składa się na ten miliard. Okazuje się, że nie jest to w całości nowa, bezzwrotna gotówka wygospodarowana z budżetu państwa specjalnie na ten cel. Największy jej procent ? ponad połowę stanowi część obowiązkowej rocznej składki Polski do budżetu Unii Europejskiej. Składka finansuje funkcjonowanie Unii Europejskiej, instytucji, a także polityk wspólnotowych, w tym polityki rozwojowej. Na drugim miejscu znajdujemy kredyty preferencyjne udzielane przez Polskę, w tym 188 mln zł dla Chin czy 37 mln zł dla Czarnogóry. Nie mniej istotną częścią polskiej pomocy jest anulowanie zadłużenia innych krajów w stosunku do naszego. W 2007 roku Polska anulowała 85 mln zł długu Nikaragui. Wartość tego długu wliczamy do pomocy rozwojowej, jednak nie znaczy to, że przeznaczyliśmy nowe środki na rozwój biedniejszych krajów. I na końcu tej wyliczanki 90 mln zł, które zostało rozdystrybuowane na projekty rozwojowe przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W 2008 roku było to 100 mln zł, w 2009 powinno być ok. 130 mln zł.

Po drugie, spróbujmy porównać tę sumę, która stanowiła 0,09% polskiego PKB, do innych wydatków. W 2007 roku na administrację publiczną wydaliśmy 9,2 mld zł (0,8% PKB), na obronę ? 15 mld zł (1,2% PKB), a na pomoc społeczną ? 13 mld zł (1% PKB). Jeden miliard złotych to tyle samo, ile wyniosły straty sześciu dużych firm państwowych w ciągu zaledwie kilku miesięcy na sławetnych opcjach walutowych; to tyle, ile kosztuje wybudowanie 15 km autostrady; tyle, ile wynoszą miesięczne wydatki budżetu państwa na Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS).

Po trzecie, i tak nadal jesteśmy biorcą netto pomocy. Mimo iż Polska nie jest formalnie biorcą pomocy rozwojowej, fundusze z Unii Europejskiej są de facto w dużej mierze właśnie taką pomocą. Idą one na to, co jest często przedmiotem pomocy rozwojowej: infrastrukturę, rozwój gospodarczy, rozwój społeczny, budowanie kapitału ludzkiego itp. Jest to faktycznie pomoc rozwojowa dla Polski ze strony lepiej rozwiniętych państw UE. W okresie programowania 2007-2013 Polska otrzyma każdego roku mniej więcej równowartość połowy całej rocznej pomocy rozwojowej dla Afryki (11-12 mld dolarów).

Czy wobec tych liczb nasz kraj przeznacza na pomoc rozwojową zbyt dużo środków? Nie sądzę. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że zapewnienie przez Polskę poziomu 0,7% PKB na pomoc rozwojową, o który apeluje ONZ, oznaczałoby ok. 9 mld zł rocznie. Nie powinniśmy czekać, aż będziemy na poziomie rozwoju Norwegii czy Francji, żeby zacząć pomagać. Nigdy nie określimy tego dnia, w którym uznamy, że jesteśmy już wystarczająco bogaci i możemy od jutra zacząć wspierać innych. Zaczynamy już teraz, w miarę swoich możliwości.

school

Pytaniem nie jest, czy powinniśmy pomagać, czy nas na to stać, ale jak to robić, żeby wydać środki efektywnie, wykorzystać to, że pomagamy i będziemy pomagali? Jak przełożyć pieniądze polskiego podatnika na rzeczywistą i długotrwałą korzyść dla mieszkańców krajów rozwijających się? Jak aktywnie uczestniczyć w unijnej polityce rozwojowej? Do realizacji tych trudnych zadań, zarówno w administracji rządowej, organizacjach pozarządowych, sektorze prywatnym, jak i w organizacjach międzynarodowych potrzebni są dobrze wykształceni i przygotowani specjaliści. Nadal, w obliczu wyzwań, a także rosnących środków publicznych na pomoc rozwojową, takich ekspertów jest zbyt mało. Mimo że ta potrzeba nie jest jeszcze dzisiaj aż tak widoczna, w ciągu 3-4 lat stanie się oczywista.

Jan Szczyciński
Ekspert Regionalnego Ośrodka Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) w Bratysławie. W latach 2002-2008 rzecznik prasowy w polskim przedstawicielstwie UNDP. Współautor i koordynator kampanii społecznej ?Polska jest Rajem? poświęconej roli Polski jako donatora pomocy rozwojowej oraz kampanii na temat rozwoju zrealizowanej w dwunastu nowych państwach członkowskich Unii Europejskiej. Zaangażowany w upowszechnianie w Polsce i za granicą wiedzy o Milenijnych Celach Rozwoju ONZ i w budowanie poparcia społecznego dla współpracy na rzecz rozwoju. Współautor pierwszego polskiego podręcznika do współpracy rozwojowej ?Międzynarodowa współpraca na rzecz rozwoju?.

Share this post

You are here: Home