Błąd
  • XML Parsing Error at 1:119. Error 9: Invalid character

Tagi:

Przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla dla prezydenta USA Baracka Obamy wywołało powszechny szok i zdziwienie. Ale jeszcze większym zaskoczeniem była zdecydowana krytyka, z jaką spotkała się ta decyzja na całym świecie, w tym także w Polsce. Oznacza to bowiem przede wszystkim brak zrozumienia i wiary w to, co Barack Obama głosi i o co zabiega w stosunkach międzynarodowych. Oznacza to brak nadziei na lepszy, bardziej pokojowy i sprawiedliwszy świat. Tym samym dowodzi, jak bardzo tego typu decyzja była słuszna i potrzebna.

Za co ten Nobel?

Decyzja Norweskiego Komitetu Noblowskiego o przyznaniu Pokojowej Nagrody Nobla w 2009 r. prezydentowi USA Barackowi Obamie wywołała falę oburzenia i krytycznych komentarzy na całym świecie. Wskazywano na kompromitację i dewaluację samej nagrody. Poszukiwano wytłumaczenia w lewicowym charakterze Komitetu Noblowskiego i jego chęci wpływania na politykę USA. Zaprzeczano jednocześnie jakimkolwiek osiągnięciom Baraka Obamy na rzecz pokoju. Ironizowano, że od teraz laureatem nagrody może być praktycznie każdy: od Fidela Castro przez Aleksandrę Łukaszenko, po ?Kowalskiego, który ma dobre chęci?. Rozpaczano nad losem ?prawdziwych? krzewicieli pokoju i obrońców praw człowieka, którzy padli ofiarą ?wielkiej polityki?. Dziennikarze, politycy i obywatele w wielu krajach poszukiwali odpowiedzi na jedno podstawowe pytanie: ?za co ten Nobel??

Wszystkim zdezorientowanym i zdegustowanym polecałbym w pierwszej kolejności sięgnięcie do źródeł i zapoznanie się z wolą fundatora nagrody. W Testamencie Alfreda Nobla z końca XIX w. w krótkim ustępie dotyczącym nagrody pokojowej czytamy: ?piąta część [powinna zostać przyznana] osobie, która będzie działała najlepiej na rzecz braterstwa narodów, likwidacji lub ograniczenia stałych armii i zwoływania oraz popierania kongresów pokojowych?. Uzasadnienie Komitetu Noblowskiego wskazuje, że tegoroczny laureat jak rzadko kiedy spełniał wszystkie zadania postawione przez fundatora. Warto zapoznać się z tym tekstem w całości:

?Norweski Komitet Noblowski zdecydował, że Pokojową Nagrodę Nobla w 2009 r. otrzyma prezydent Barack Obama za nadzwyczajne wysiłki na rzecz wzmocnienia międzynarodowej dyplomacji i współpracy między narodami. Komitet przywiązuje szczególną wagę do wizji Obamy i pracy na rzecz świata bez broni jądrowej.

Obama, jako prezydent stworzył całkiem nowy klimat w polityce międzynarodowej. Dyplomacja wielostronna odzyskała centralną pozycję, z naciskiem na rolę, jaką mogą odegrać ONZ i inne organizacje międzynarodowe. Dialog i negocjacje są preferowane jako narzędzia do rozwiązywania nawet najtrudniejszych konfliktów międzynarodowych. Wizja świata wolnego od broni jądrowej silnie pobudziła rozbrojenia i negocjacje w sprawie kontroli zbrojeń. Dzięki inicjatywie Obamy, USA odgrywa bardziej konstruktywną rolę w realizacji wielkich wyzwań klimatycznych na świecie. Demokracja i prawa człowieka będą wzmocnione.

Rzadko jedynie jakaś osoba w takim samym stopniu jak Obama skupiła uwagę świata i dała ludzkości nadzieję na lepszą przyszłość. Jego dyplomacja opiera się na założeniu, że ci, którzy mają prowadzić świat muszą robić to w oparciu o wartości i postawy, które są podzielane przez większość ludności świata.

Przez 108 lat, norweski Komitet Noblowski stara się pobudzić właśnie taką politykę międzynarodową i takie postawy, których Obama jest obecnie światowym rzecznikiem. Komitet popiera apel Obamy, że ?teraz jest czas dla nas wszystkich, aby przyjąć swoją część odpowiedzialności za globalną odpowiedź na globalne wyzwania?.

Osoby, których to uzasadnienie nie przekonuje wysuwają wiele argumentów, które można generalnie uporządkować do 5 głównych kategorii ? tzw. pięciu ?za?: że nagroda została przyznana ?za wcześnie?, ?za wojnę?, ?za Busha?, ?za kogoś innego? i w końcu ?za nadzieje?. Pamiętając o uzasadnieniu nagrody i działaniach Obamy warto będzie przyjrzeć się po kolei tym zarzutom.

Za Wcześnie

Nagrodzenie Baraka Obamy zaledwie w osiem miesięcy po objęciu przez niego urzędu prezydenta USA było prawdopodobnie najważniejszą przyczyną zaskoczenia opinii publicznej na całym świecie. Wskazywano ponadto, że od dnia inauguracji do momentu upływu terminu zgłoszeń kandydatów do nagrody Nobla minęło tylko 12 dni ? zdecydowanie za mało czasu aby ktokolwiek mógł się wykazać czymś szczególnie istotnym. Takie ustawienie problemu zdawało się jednak pomijać nie mniej ważny okres kampanii wyborczej w USA i ostatecznego zwycięstwa, które sprawiło, że hasła: ?zmiana? i ?nadzieja?, przekroczyły granice samej Ameryki i stały się w dużej mierze wspólnym doświadczeniem podzielanym przez miliony ludzi na różnych kontynentach. Badania światowej opinii publicznej Pew Global Attitudes Project z grudnia 2008 r. pokazywały wyraźnie, że większość mieszkańców globu wierzyła, że nowy amerykański prezydent zmieni politykę USA na lepszą (np. w Hiszpanii twierdziło tak 67% pytanych, w RPA - 66%, w Indiach ? 56%). Kolejne badania z połowy 2009 r. potwierdzały, że świat odzyskał zaufanie do USA. Pozytywne opinie o Ameryce wzrosły zdecydowanie w większości badanych krajów (poza Izraelem) średnio o kilkanaście procent (np. w Niemczech z 31 do 64%, w Brazylii z 47 do 61%), podobnie jak wiara w to, że Obama będzie pozytywnie wpływał na stosunki międzynarodowe. W porównaniu z prezydenturą G.W. Busha wzrost zaufania do prezydenta USA był ogromny, np. we Francji o 78 punktów procentowych, w Egipcie ? 31, a w Polsce o 21. Chociaż nagroda Nobla nie jest wyróżnieniem w konkursie na najpopularniejszego polityka świata, fakt że decyzja Komitetu Noblowskiego odzwierciedlała poglądy światowej opinii publicznej jest raczej argumentem wzmacniającym zasadność tegorocznego wyboru niż przeciwnie. Badania światowej opinii publicznej pokazują nie tylko to, że Obama dał ?ludzkości nadzieję na lepszą przyszłość?, ale też potwierdza, że ?nowy klimat w polityce międzynarodowej? jest zjawiskiem rzeczywiście dostrzeganym przez większość mieszkańców globu.

Nieprawdą jest, że Barak Obama nie dokonał niczego na rzecz pokoju, co uzasadniałoby przyznanie mu tej nagrody. Czy dokonał wystarczająco dużo, pozostanie pytaniem bez kategorycznego rozstrzygnięcia? Podobnie jak w przypadku wielu wcześniejszych laureatów Nobla można kwestionować to, czy na tą nagrodę zasłużył. Wydaje się jednak, że zrobił już wiele aby tak było.

Jeszcze w 2007 roku pisał w Foreign Affairs o potrzebie nowego amerykańskiego przywództwa, a nie dominacji ? przywództwa opartego na współpracy, szacunku i dialogu. Wychodził z założenia, że ?Ameryka nie może sprostać wyzwaniom tego wieku samotnie, ale świat nie może sprostać im bez Ameryki?. Od pierwszego wystąpienia inauguracyjnego konsekwentnie realizuje taką właśnie wizję roli Ameryki w świecie. Złagodził konfrontacyjny kurs poprzedniej administracji wobec Iranu, Rosji czy świata muzułmańskiego. W wystąpieniu z okazji święta Nowruz w Iranie, podczas wykładu w Ankarze czy apelu do świata muzułmańskiego na uniwersytecie w Kairze zapewniał o szacunku i woli współpracy z przedstawicielami islamu, próbując zakopać przepaść dzielącą obie cywilizacje w wyniku błędów popełnionych w ramach ?wojny z terroryzmem?. Od przemówienia w Pradze, gdzie zawarł wizję ?świata bez broni nuklearnej?, przez rozpoczęcie rozmów rozbrojeniowych z Rosją, aż po odpowiednie apele grupy G8 w L?Aquili w lipcu i rezolucję RB ONZ z września pokazał determinację, powagę i konkretne działania w celu całkowitego rozbrojenia nuklearnego. Zaangażował potencjał i wizerunek USA w ożywienie idei świata bez broni nuklearnej, mimo że nadal dla wielu wydaje się to nierealną fantazją. Dążąc do bardziej sprawiedliwego świata doprowadził do zwiększenia zobowiązań pomocy rozwojowej grupy G8 dla Afryki i wsparł na ostatnim szczycie G20 w Pitsburghu postulat krajów rozwijających się do pełniejszej reprezentacji we władzach MFW i Banku Światowego. Stany Zjednoczone zaktywizowały się w staraniach na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym, zwiększając szansę na wypracowanie uniwersalnego porozumienia w tej sprawie i zapobiegnięcie katastrofie. Ożywienie procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie znowu stało się ważnym priorytetem amerykańskiej polityki zagranicznej.

To konkretne działania, a nie tylko słowa, docenił Komitet Noblowski. Prawdą jest, że żadne z tych działań nie zostało zakończone wyraźnym sukcesem. Obama nie wynegocjował końca żadnego konfliktu, nie podpisał żadnego porozumienia pokojowego czy rozbrojeniowego. Czy można za takie ?miękkie? osiągnięcia otrzymać Nobla? Wiele osób, które teraz protestują nie miałyby zapewne nic przeciwko temu aby swego czasu nagrodę otrzymał papież Jan Paweł II, mimo że także jego zasługi polegały bardziej na apelach o pokój, niż negocjowaniu porozumień pokojowych. W obu przypadkach warto pamiętać, że budowanie odpowiedniej atmosfery międzynarodowej ? szacunku i współpracy oraz zwracanie uwagi na wartości i wyznaczanie ambitnych celów w relacjach międzynarodowych może przynieść także bardzo wymierne historyczne zmiany.

Barak Obama odblokował wiele procesów, od których zależy przyszłość ludzkości, zmieniając ?klimat międzynarodowy? stworzył warunki do wspólnej pracy na rzecz przezwyciężenia tych wyzwań. Dał szansę, aby stało się to znowu możliwe.

Za Wojny

Zdaniem części obserwatorów argumentem kompromitującym tegoroczną nagrodę Nobla jest przyznanie jej osobie, która stoi na czele kraju prowadzącego dwie zamorskie wojny: w Iraku i Afganistanie. Zapominają jednak, że to nie ten prezydent je wywołał. Przeciwnie, próbuje doprowadzić je do możliwie szybkiego, ale też bezpiecznego zakończenia. To Barak Obama przedstawił harmonogram wycofania amerykańskich żołnierzy z Iraku. Mimo wielu problemów, ograniczył (chociaż nie wyeliminował całkowicie) zakres stosowania tortur wobec więzionych ?terrorystów?. Wyraźnie rozgraniczał interwencje w Afganistanie ? jako ?wojnę z konieczności?, od interwencji w Iraku ? ?wojny z wyboru?. W efekcie poświęcił większą uwagę Afganistanowi i zmienił charakter zaangażowania tam z chaotycznego ?polowania na terrorystów? na kompleksowe wsparcie odbudowy struktur państwa, zapewnienie bezpieczeństwa i stworzenie warunków dla rozwoju gospodarki, a więc budowanie rzeczywistych szans i możliwości dla normalnego życia dla samych Afgańczyków. Wbrew temu, co głoszą organizacje pacyfistyczne natychmiastowe wycofanie wojsk z Afganistanu nie rozwiązałoby wszystkich tamtejszych problemów i na pewno nie zasługiwałoby na nagrodę Nobla. Skazałoby za to Afganistan na kolejne lata wyniszczającej wojny domowej i dalsze pogrążanie się w chaosie. Afganistan potrzebuje pomocy społeczności międzynarodowej, aby odbudować się po 30 latach wewnętrznych walk. Potrzebuje też obecności obcych wojsk. Jak zauważył Thomas L. Friedman w artykule w New York Times ?nie ma pokoju bez osób zaprowadzających pokój? (peacekeepers). W tym sensie ? twierdzi Friedman ? Obama powinien przyjąć nagrodę Nobla w imieniu tysięcy amerykańskich żołnierzy, którzy walczyli na frontach całego świata, od Normandii po Afganistan, w obronie wolności i bezpieczeństwa innych narodów. Mimo osobistego podziwu dla idealistycznego podejścia do świata nie uważam, że najskuteczniejszym sposobem na zakończenie wojny jest jednostronna kapitulacja. Rzadko niestety ustępstwo przed agresją i ekstremizmem jest skuteczną drogą do pokoju i bezpieczeństwa. Nie mogę też zgodzić się z postawą ?orędownika pokoju? Mahatmy Gandhiego, który odrzucał stosowanie siły tak kategorycznie, iż doradzał Winstonowi Churchillowi poddanie się hitlerowskim Niemcom. Czasem niestety o pokój trzeba walczyć.

Za Busha

Inne komentarze wskazywały cynicznie, że jedynym powodem dla którego B. Obama otrzymał nagrodę Nobla jest tylko to, iż nie jest on G.W. Bushem. Decyzja Norwegów miałaby być zatem kolejną oznaką niechęci i atakiem wobec nielubianego poprzedniego amerykańskiego prezydenta. Wypadałoby jednak w takim razie zapytać, czy to na pewno ?tylko? taka różnica? Warto bowiem przypomnieć, że krytyka G. W. Busha nie wynikała ze zwykłego braku sympatii do jego osoby, jego niestosownych wypowiedzi, lapsusów językowych czy nietrafionych dowcipów. Dotyczyło to sprawy dużo poważniejszej ? niebezpiecznej polityki zagranicznej USA pod jego przywództwem. W efekcie błędów tej polityki, arogancji i unilateralizmu Ameryka stała się w percepcji mieszkańców globu najważniejszym zagrożeniem dla pokoju i bezpieczeństwa. Żadne z ważnych spraw globalnych nie uzyskało amerykańskiego zainteresowania, a cały świat stracił w związku z tym ostatnie niezwykle cenne 8 lat.

Zmiana na stanowisku prezydenta USA ? jedynego supermocarstwa, bez którego żadne wielkie projekty globalne nie mają sensu ? dała wielu osobom powody do radości i nadziei. Sztokholmski Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI) w raporcie opisującym rok 2008 ? rok ?rosnących zagrożeń dla bezpieczeństwa, stabilności i pokoju niemal w każdym zakątku globu? ? do jednego z niewielu pozytywnych wydarzeń zaliczył właśnie wybór Baraka Obamy na prezydenta USA. Wybór ten, zdaniem autorów, dawał nadzieję ?na opracowanie spójnej strategii wyjścia z Iraku, stabilizacji Afganistanu i zmian w sposobie, w jaki USA współpracuje ze społecznością międzynarodową. Oczekiwania są również wysokie ? czytamy w raporcie ? że prezydent Obama będzie dążyć do odbudowy stosunków transatlantyckich, ustanowienia bardziej konstruktywnych stosunków z Rosją, dotrze do świata muzułmańskiego i poświęci więcej czasu i energii na poprawę sytuacji bezpieczeństwa w Afganistanie, na Bliskim Wschodzie i w Pakistanie, a także relacji z Iranem?. Istotnie wydaje się, że póki co autorzy raportu nie mają powodów do rozczarowań.

Duże oczekiwania i zmiany w postrzeganiu Ameryki pokazują, jak bardzo wiele osób nadal potrzebuje USA, jako pozytywnego przykładu, jako lidera wolnego świata. Taką świadomość ma zresztą Barack Obama, który w oświadczeniu po przyznaniu nagrody przyznał, że przyjmuje ją ?nie jako uznanie dla jego własnych dokonań, ale jako docenienie amerykańskiego przywództwa sprawowanego w imieniu aspiracji różnych ludzi z wszystkich narodów?.

Z całą pewnością ogromne różnice w stylu i poglądach na sprawowanie władzy między G. W. Bushem a B. Obamą odegrały istotną rolę w rozważaniach członków norweskiego Komitetu Noblowskiego. Tym lepiej, że różnice te zostały przypomniane i podkreślone. Kontrast ten uświadamia bowiem, jak ważne jest dla całego świata, kim jest i jaką wizję świata prezentuje osoba rządząca w Białym Domu. Kompromitacja amerykańskiego idealizmu w wydaniu G. W. Busha nie oznacza, że z taką samą nieufnością musimy podchodzić do jego następcy. Docenienie nowego prezydenta USA za jego starania na rzecz pokoju pokazuje, jakiego globalnego przywódcy oczekujemy.

Za Kogoś Innego

Ważnym argumentem w krytyce tegorocznej nagrody Nobla jest też twierdzenie, iż istnieje pokaźna grupa osób, która zasługiwała na takie docenienie, znacznie bardziej niż prezydent USA, tym bardziej, że on ma akurat także inne narzędzia do realizacji swych planów. Zapomina się jednak, że nagradzanie urzędujących polityków czy przywódców krajów lub organizacji międzynarodowych jest przyjętą i normalną praktyką stosowaną przez Komitet Noblowski od samego początku funkcjonowania. Wystarczy przypomnieć, że Barack Obama nie jest też pierwszym urzędującym prezydentem USA uhonorowanym w ten sposób. Przed nim zaszczytu tego dostąpili Theodor Roosevelt (1906) i Woodorow Willson (1919). Podobnie istnieją inne precedensy nagradzania przywódców w trakcie urzędowania, zanim jeszcze osiągnęli znaczący wkład na rzecz pokoju. Taka sytuacja była z nagrodą dla niemieckiego kanclerza Williego Brandta w 1970 r., a nawet dla przywódcy ZSRR Michaiła Gorbaczowa w 1990 r. Dużo ważniejsze od tego, jaki urząd pełni dana osoba, jakie jest jej pochodzenie społeczne, etniczne czy polityczne jest to, jaki wpływ na pokój na świecie miały lub mogą mieć jej działania.

Mimo to wiele osób wolałoby, aby nagroda Nobla trafiła do mało znanych samotnych obrońców praw człowieka, opozycjonistów w krajach autorytarnych lub międzynarodowych negocjatorów. Wśród potencjalnych kandydatów wymieniano też m.in. Ingrid Betancourt, przez sześć lat więzioną przez lewicowych partyzantów FARC walczących z kolumbijskim rządem, dziś mediującą między nimi na rzecz pokoju; Hu Jia, chińskiego dysydenta walczącego m.in. o prawa chorych na AIDS i ochronę środowiska naturalnego w Chinach, skazanego w zeszłym roku na 3,5 roku więzienia, lub też rosyjską organizację Memoriał broniącą praw człowieka w Rosji. Zapewne każda z tych osób czy organizacji zasługiwała na uznanie i wsparcie. W tym miejscu jednak docieramy do podstawowego pytania po co rzeczywiscie istnieje nagroda Nobla?

Musimy jednoznacznie przyznać, że nagroda Nobla jest w znacznej mierze nagrodą polityczną. Zawsze nią była. Ma ona wynagradzać działania na rzecz pokoju i sprawiedliwości. Ale ma też inspirować innych do podobnego wysiłku. Ma też często wzmocnić tych, którzy podjęli się ważnych zadań, ale są dopiero na początku drogi i istnieje niebezpieczeństwo, że bez takiego symbolicznego a często i finansowego poparcia nie podołają swojemu zadaniu. Ma wpływać na kształtowanie określonego porządku międzynarodowego i pożądanej wizji przyszłości.

Nobel pokojowy bardziej przypomina w istocie nagrodę w dziedzinie literatury, niż fizyki, chemii czy ekonomii ? jest bardzo subiektywny, trudno często wskazać konkretne odkrycia i osiągnięcia laureata, za to łatwiej cel polityczny czy społeczny, jaki chciały wspomóc osoby przyznające tą nagrodę. Nobel pokojowy to zatem instrument polityczny, niezależnie czy uznajemy to jako zachowanie jako moralne i estetyczne czy też nie. Znaczenie tej nagrody wynika bardziej z tego jak wpływa na przyszłość, niż jak ocenia przeszłość.

W tym kontekście przyznanie nagrody przywódcy najpotężniejszego kraju świata bez wątpienia zwiększa jej siłę oddziaływania i znaczenie. Po raz pierwszy od wielu lat cele i wartości, których nośnikiem jest ta nagroda okazały się tożsame z tymi, które głosi amerykański prezydent. Można powiedzieć, że Komitet Noblowski celnie wykorzystał nadarzającą się okazję, aby wzmocnić wspólne pokojowe przesłanie. Kiedy 10 grudnia Barack Obama wygłosi w Oslo wykład z okazji odbioru nagrody będziemy mogli ocenić, czy te kalkulacje okazały się trafne.

Za Nadzieję

Wiele osób twierdziło, po części słusznie, że nagroda Nobla dla Obamy jest ?na zachętę?, za intencje, za dobre chęci; że ma bardziej motywować do dalszej pracy niż wynagradzać to, co już dokonał. Istotnie tak też było w przeszłości, że wcześniejsze nagrody były przyznawane za starania bardziej niż osiągnięcia. Jak wskazuje powyżej, nagroda Nobla jest w pewnym sensie instrumentem politycznym do przeprowadzania istotnych zmian na świecie. Jak zauważył indyjski wiceminister spraw zagranicznych Shashri Tharoor: ?Możesz dokonać zmianę i wygrać Nobla, ale możesz też wygrać Nobla, aby dokonać zmiany?. Doskonale znamy to przecież z historii Polski. Nagroda dla Lecha Wałęsy w 1983 r. wielu osobom na świecie mogła wydawać się przedwczesna, czy nietrafiona ? odegrała jednak ważną rolę w polskiej drodze do wolności i w historii Europy. Krytycy Nobla dla Obamy powinni przecież konsekwentnie uważać, że jeżeli Lech Wałęsa w ogóle zasługiwał na Nobla to dopiero po obaleniu komunizmu. Na szczęście tak wtedy jak i teraz członkowie Komitetu Noblowskiego nie mieli podobnych wątpliwości.

Bez wątpienia Komitet Noblowski podjął duże ryzyko wskazując tegorocznego laureata. Wszystkie krytyczne komentarze wskazujące na kompromitacje Komitetu i dewaluacje nagrody utwierdzają przekonanie, że było to zagranie va bank, stawiające na szali własny prestiż i wizerunek. Jeżeli USA pozostanie na dłużej w Afganistanie, jeżeli plany Obamy dotyczące rozbrojenia nuklearnego i pokoju na bliskim Wschodzie nigdy nie wejdą w etap realizacji, krytycy dzisiejszej decyzji zyskają dodatkowe argumenty. Nie będzie to oczywiście pierwsza nietrafiona decyzja Komitetu, ale z racji na rozgłos, rangę i kontrowersje tego wyboru, silnie przysłuży się to upadku znaczenia pokojowego Nobla. Jeżeli jednak Barack Obama zacznie sukcesywnie wprowadzać w życie zapowiadane zmiany, tegoroczny Nobel może okazać się najdonioślejszym i najbardziej profetycznym w historii. Może przy tym wzrosnąć jego ranga z cennej, ale jednak ekscentrycznej nagrody i ciekawostki do ważnego narzędzia wyznaczającego standardy i kierunki rozwoju stosunków międzynarodowych.

Niewątpliwie tegoroczna decyzja oznaczała podjęcie aktywnej walki o rangę samej nagrody jak też przyszłość świata. Nie jest pewne, czy przyznanie tej nagrody Barackowi Obamie bardziej nie utrudni realizacji jego zamierzeń, zamiast ułatwić. Nagroda może być interpretowana jako próba wywarcia presji i wpłynięcia na kierunki polityki zagranicznej USA, co budziłoby dodatkowe oczekiwania i kontrowersje wokół amerykańskiej polityki zagranicznej. Nagroda została ogłoszona w momencie, kiedy Obama staje przed pierwszymi poważnymi wyzwaniami w czasie swojej prezydentury i spotyka się z rosnącą krytyką. USA zwiększają zaangażowanie wojskowe w Afganistanie, zabiegi dyplomatyczne w sprawie Iranu nie przynoszą pożądanych rezultatów, a pokój na Bliskim Wschodzie jest podobnie odległy jak zawsze. Trafiając na poważne przeszkody Obama będzie musiał ponownie rozważyć, czy nie należy zracjonalizować, a często ograniczyć stawiane cele i obniżać stosowane standardy i wartości. Nagroda Nobla miała stanowić zachętę i do wytrwania w zadaniu przywracaniu idealizmowi i legalizmowi należnego im miejsca w stosunkach międzynarodowych. Miała zwrócić uwagę na apele i propozycje wysuwane przez Obame, aby nadać im większej powagi, siły oddziaływania i zwiększyć ich szanse realizacji. Miała w końcu zachować nadzieje. To bowiem w istocie nagroda za odwagę posiadania nadziei na lepszy świat w czasach, kiedy określenie polityka idealistą wydaje się poważną obelgą. Jest to więc w pewnym sensie nagroda dla wszystkich, którzy nadziei na bezpieczniejszy i bardziej sprawiedliwy świat jeszcze nie stracili. W interesie nas wszystkich jest, aby Barack Obama tych nadziei nie zawiódł.

Share this post

You are here: Home