Błąd
  • XML Parsing Error at 1:119. Error 9: Invalid character

Jak to możliwe, że w XXI wieku, w czasach wielkiego postępu technologicznego, działalności tak wielu organizacji rządowych i pozarządowych, popularyzacji idei globalnego rozwoju oraz ochrony praw człowieka ponad miliard mieszkańców naszego globu żyje i umiera w skrajnej nędzy?

Tak jak mówi się o światowej czołówce państw najbardziej rozwiniętych, w taki sam sposób można wyznaczyć państwa zmierzające w przepaść, dla których widmo totalnej zapaści jest bardzo bliskie urzeczywistnienia. Do państw takich zalicza się ponad 50 z prawie 200 obecnie istniejących, a państwa afrykańskie stanowią tutaj jądro problemu.

Miliard pod kreską

Paul Collier w swojej publikacji ?The Bottom Billion? wskazuje kilka pułapek, będących przyczyną zastoju tych państw w XIV-wiecznej rzeczywistości. Najbardziej znaczącą z nich, przynoszącą największe zniszczenie, są wojny domowe. Tereny objęte konfliktami zamieszkuje 75% ludności najbiedniejszych państw świata. Z tego też powodu, pomimo nieustannych starań społeczności międzynarodowej, przyjęcia Milenijnych Celów Rozwoju, tworzenia się nowych instytucji i organizacji, polepszenie warunków życia choćby niewielkiej części z miliona ludzi znajdujących się w sytuacji kryzysowej może się okazać niemożliwe. Jeśli do wojen domowych dodamy problem wynikający z posiadania ogromnych zasobów naturalnych oraz często skorumpowaną władzę, sytuacja wygląda jeszcze gorzej.

Wojny czy ekonomia?

Dlaczego państwa Trzeciego Świata są dużo bardziej narażone na wybuch konfliktów niż pozostałe? Po pierwsze, ze względu na zastraszająco niski dochód. Oczywiście, można się zastanawiać, czy to wojna prowadzi do zubożenia społeczeństwa, czy ubóstwo jest przyczyną konfliktów, ale nie jest to tutaj kluczowym problemem. Fakty wskazują na to, że jest to proces, który sam się nakręca, i państwo, które raz wpadło w ten wir, może mieć ogromne problemy z ponownym wypłynięciem na powierzchnię. Oba te zjawiska zachodzą równolegle: zła sytuacja gospodarcza państwa zwiększa ryzyko wybuchu wojny domowej, a ta z kolei tylko pogarsza jego położenie. Z tego też względu regiony, w których odnotowano występowanie wojen domowych czy też innych konfliktów, nie powinny być pozostawione same sobie, ponieważ może to doprowadzić do ich samozagłady.

gotowa_studnia_Kuerdiek

Po drugie, oprócz niskich dochodów pojawia się problem wzrostu gospodarczego, którego w najuboższych państwach zazwyczaj zanotować nie sposób. Podobnie jak w przypadku pierwszej przyczyny, tak i tu system działa w obie strony. Wybuch wojny domowej powoduje ucieczkę inwestorów i odpływ kapitału za granicę, co z pewnością nie prowadzi do polepszenia sytuacji gospodarczej kraju. Ubóstwo wraz z brakiem nadziei na polepszenie się sytuacji w państwie stwarzają więc doskonały klimat do rozmnażania się grup rebelianckich. Dochodzą do tego jeszcze zapędy korporacji międzynarodowych, których jedynym celem jest zysk i wzbogacenie się kosztem tych najbiedniejszych. Za odpowiednie kontrakty i koncesje na wykorzystanie zasobów naturalnych gotowe są finansować i wspierać tym samym działania militarne w państwach upadających. Nawet jeśli któreś z państw znajdujących się w takiej sytuacji wołało o pomoc, jego głos był zbyt słabo słyszalny na arenie międzynarodowej.

Pieniądze na wojnę, pieniądze na chleb

Pojawia się jednocześnie pytanie, w jaki sposób te najbiedniejsze państwa świata zdobywają tak ogromne zasoby militarne. Odpowiedzi należy szukać po stronie elit rządzących. Nie wykazując większego zainteresowania problemami społeczeństwa, prowadzą politykę, zgodnie z którą pieniądze na broń zawsze się znajdą. W sytuacji gdy tysiące dzieci umiera z głodu, władza dokonuje transakcji, oddając żywność za broń. Wynikiem tego jest coraz większe znaczenie elit wojskowych oraz nadmierne zbrojenia. Tworzy to idealny klimat do powstawania grup rebelianckich, głoszących hasła walki z taką postawą oraz ochrony interesu społeczeństwa. Ich członkowie usprawiedliwiają podejmowanie aktów przemocy represjami, wykluczeniem oraz wykorzystywaniem ludności przez grupy trzymające władzę. Często jednak ich prawdziwe cele nie różnią się od tych przyświecających rządzącym, a działania przez nich prowadzone pochłaniają tysiące ofiar i przynoszą tylko większe zniszczenie. Zdarza się oczywiście, że po zakończeniu działań wojennych państwo osiąga stan lepszy niż ten sprzed wojny, ale niestety nie jest to regułą. Należy się bronić przed myśleniem, że grupy walczące ze skorumpowanymi władzami swoich państw mają na celu promocję demokracji, idei praw człowieka czy też innych doniosłych haseł popularnych w wysoko rozwiniętych państwach. Przywódcy tych grup nie mają problemów z pozyskiwaniem nowej siły w swoich szeregach. Młodzi ludzie, niewykształceni, dla których wstąpienie do armii walczącej po którejkolwiek stronie jest ucieczką od nędzy i zacofania, są bardzo podatni na słowa dowódców oraz łatwo pozwalają sobą manipulować. Ginąc z bronią w ręku, często będąc jeszcze dzieckiem, wciąż wierzą, że jest to jedyny sposób na wybicie się z upadającego systemu. Będą się trzymali tej drogi dopóty, dopóki konflikty nie znikną i nie będą mieli możliwości przekonać się o innym sposobie polepszenia swojej sytuacji.

Stępiona, zachodnia wrażliwość

Nie zdajemy sobie również sprawy, że wojny domowe trwają znacznie dłużej niż większość konfliktów międzynarodowych. Państwo, w którym raz wybuchła wojna domowa, jest w przyszłości dużo bardziej narażone na jej ponowny wybuch niż państwo, które do tej pory w takiej sytuacji się nie znalazło. Problemem jest także reakcja społeczności międzynarodowej na tego typu konflikty. Tak jak w momencie wybuchu wojny informacje o niej mogą szokować część społeczności, tak po jakimś czasie ludzie oswajają się z tym faktem. Za naturalny stan przyjmuje się wiadomość o kolejnej wojnie w którymś z krajów afrykańskich ? temat wydaje się przereklamowany i nawet zdjęcia ukazujące cierpienie milionów ludzi zamieszkujących terytoria objęte wojnami nie są już tak szokujące, jak były kiedyś. Wciąż słyszymy o dzieciach umierających z głodu na ulicach Kinszasy, Abudży czy też Mogadiszu, podczas gdy setki organizacji międzynarodowych zbiera żywność dla krajów afrykańskich. Niestety ogromny procent tej żywności w ogóle nie trafia do miejsc zamieszkiwanych przez najbardziej potrzebujących, lecz jest przechwytywany przez oddziały walczące. Udzielając wsparcia finansowego, nie można być pewnym, w czyje ręce ono trafia.

Not my business?

Jeśli z kolei ktoś przyjmuje postawę bierną, twierdząc, że problemy Trzeciego Świata, o których słyszy się w mediach, nie dotyczą państw rozwiniętych, jest w ogromnym błędzie. Państwa należące to biednego Południa to nie odległa planeta. Ludzie zamieszkujący ten region oddychają tym samym powietrzem, mają takie same prawa i potrzeby jak pozostała część populacji i chcą być traktowani tak jak inni. Konflikty mające swoje podłoże w wojnach domowych często nie zamykają się w granicach jednego państwa, a szkody, jakie ze sobą niosą, obejmują obszar znacznie większy, niż mogłoby się to wydawać. Coraz szybciej postępujący proces globalizacji oraz łatwiejszy przepływ informacji i towarów oznaczają sprzyjanie także takim zjawiskom jak handel narkotykami, bronią oraz łatwiejsze rozprzestrzenianie się chorób. Niewielkie, pogrążone w konfliktach państwa, na których istnieniu nikomu nie zależy, są najczęstszym ich źródłem. Są one także idealnym podłożem organizowania się i rozwoju działalności grup terrorystycznych oraz wszelkiej innej przestępczości międzynarodowej. Pomimo że wojny domowe wydają się problemem czysto wewnętrznym, państwa w nich pogrążone nie powinny być pozostawiane same sobie.

Żołnierze czy naukowcy?

Jakie środki należy więc podjąć, by udzielić odpowiedniego wsparcia? Doskonałym przykładem na to, jak nie powinno wyglądać udzielanie pomocy, są działania, a właściwie brak jakiejkolwiek reakcji wojsk holenderskich stacjonujących w Bośni w 1995 roku na dokonującą się tam masakrę ludności. Przede wszystkimi jednak pomoc społeczności międzynarodowej nie może się ograniczać do interwencji militarnych, ponieważ często koniec wojny domowej wcale nie oznacza rozwiązania konfliktu w danym regionie. Podejmując się mediacji oraz posiadając większe doświadczenie w rozwiązywaniu konfliktów, państwa Północy powinny wspierać proces pokojowy Południa oraz pomagać w budowaniu ładu społecznego. Nie można zapominać, że państwo, które dopiero co zakończyło wojnę, jest najbardziej zagrożone jej ponownym wybuchem ze względu na wciąż słaby system i nierozwinięte jeszcze instytucje. Pomoc w tworzeniu administracji państwowej w takich przypadkach jest bezcenna, ale powinna działać jedynie na zasadzie wsparcia, a nie być narzuconym z góry reżimem.

school

Paul Collier podaje, że wśród państw kwalifikujących się do najbiedniejszego miliarda prawdopodobieństwo wybuchu kolejnej wojny w ciągu najbliższych pięciu lat jest bliskie proporcji 1 do 6. Wszyscy aktorzy sceny międzynarodowej powinni zwrócić większą uwagę na powiązanie problemu rozwoju państw Południa z mającymi tam miejsce konfliktami. Może się bowiem okazać, że kolejne wysiłki, wszelkiego rodzaju wsparcie i pomoc humanitarna kierowane do najuboższych krajów będą kolejnym zastrzykiem energii dla walczących stron, podtrzymując tym samym konflikt w rejonie.

Również środowiska akademickie nie powinny zapominać, że postęp i rozwój są niemożliwe bez wcześniejszego zaprowadzenia pokoju, w związku z czym oprócz prac poświęconych globalnemu rozwojowi należy również dokładnie analizować konflikty. Takie badania nad pokojem w przyszłości mogą się przyczynić do zmiany sytuacji krajów Trzeciego Świata. Dla państw takich jak Somalia, gdzie wojna domowa trwa od 1991 roku, a ponad 15-letni konflikt powoduje jej rozpad na coraz to więcej niezależnych państewek, wyjście z kryzysu i dołączenie do grupy państw rozwijających się będzie możliwe.

Share this post

You are here: Baza publikacji