Błąd
  • XML Parsing Error at 1:119. Error 9: Invalid character

Tagi:

P1020247

Kosowo Anno Domini 2009, czyli ?pocztówka? z Kosowa

Rafał Malarski

Niedokończona budowla cerkwi prawosławnej w samym centrum Prisztiny, gdzie wkrótce być może powstanie hipermarket, śmieci pod granicą w Merdare oraz kobiecy manekin na wystawie butiku z zaklejonymi taśmą oczami. Gdyby Kosowo w 2009 roku miała scharakteryzować jedna kartka pocztowa z trzema obrazkami umieściłbym właśnie te wyżej wymienione.

17 lutego 2008 roku parlament kosowski ogłosił jednostronnie niepodległość Republiki Kosowa. Do tej pory nowe państwo zostało uznane już przez 56 państw świata, w tym 22 członków Unii Europejskiej i USA ? najważniejszych ?rozgrywających? w tym regionie. ONZ oficjalnie przekazało ?akt niepodległości? do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości z prośbą o zweryfikowanie zgodności z prawem międzynarodowym. W marcu minie 10. rocznica interwencji wojsk NATO w b. Jugosławii.

Tymczasem mieszkańcy Kosowa (zarówno Albańczycy, jak i Serbowie) żyją już nową, ?niepodległą? rzeczywistością. My, studenci Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego, byliśmy tam ledwie miesiąc temu. Pilnie obserwowaliśmy tą nową rzeczywistość.

Cerkiew hipermarketem?

W centrum Prisztiny jest rozległa zielona łąka. Stoi tam futurystyczny budynek Biblioteki Uniwersyteckiej, rektorat i nieukończona budowla cerkwi prawosławnej. Budowlę zainicjował jeszcze Slobodan Miloszević ? miała kłuć w oczy Albańczykom przypominając o korzeniach ziemi kosowskiej. Nigdy nie została ukończona, za to po wojnie, kilkakrotnie ?nieznani sprawcy? próbowali wysadzić ją w powietrze ? bezskutecznie.

Obecnie cerkiew jest otoczona zewsząd podwójnym drutem kolczastym oraz śmieciami. Chociaż akurat te ostatnie raczej mogą nie być wyrazem stosunku Albańczyków do budowli, ponieważ są one dosłownie wszędzie. Afrim Hoti, profesor Uniwersytetu w Prisztinie, powiedział nam, że teren należy do uczelni, więc to ona zdecyduje, najprawdopodobniej jeszcze w tym roku, o przyszłości budynku. A koncepcje są dwie ? albo zaadoptować budynek na hipermarket, albo ewentualnie na galerię sztuki dla studentów kierunków artystycznych Uniwersytetu. Na pytanie, czy władze uczelni nie obawiają się protestów mniejszości serbskiej, Afrim odpowiada, że gdy stawiano fundamenty cerkwi, nikt nie pytał o zdanie Albańczyków, ani też władz uczelni.

Na początku XX wieku, kiedy Serbowie objęli władzę nad Kosowem, ?adaptowano? miejscowe meczety na stajnie dla koni, bądź składy amunicji. O tym jednak nikt ze spotkanych Albańczyków nie wspomina, trudno więc stwierdzić, czy to wyraz zemsty. Pokazuje jednak podejście obu stron do konfliktu. Żadnej ze stron nie usatysfakcjonowałaby prosta dewastacja miejsca kultu religijnego, bądź nawet jego zburzenie. Potrzebna jest profanacja miejsca sakralnego drugiej strony, m.in. poprzez np. budowę hipermarketu.

Cerkiew może być odzwierciedleniem sytuacji Serbów w Kosowie. Choć nie wszystkich ? inaczej należy traktować tych w enklawach, jak np. Gračanica, a inaczej tych żyjących na północ od rzeki Ibar, głównie w Mitrovicy.

Ci pierwsi są zupełnie odizolowani ? podobnie jak ich osamotniona cerkiew w Prisztinie. Nie płacą podatków, nie uznają rządu w Prisztinie, a nawet nie zakładają na swoich samochodach tablic rejestracyjnych. W końcu tablice rejestracyjne przyznają władze kosowskie. Serbowie w enklawach czekają. Nie wiadomo na co i jak długo. Nawet jeśli rząd serbski w końcu znajdzie kompromis z rządem kosowskim, sytuacja Serbów raczej się nie zmieni. Nadal będą czekać nie widząc na horyzoncie szerszych perspektyw.

Serbowie w Mitrovicy również nie uznają władz w Prisztinie. Różnią się jednak od tych w enklawach. Serbowie w Mitrovicy ?zimują? na Uniwersytecie w Mitrovicy (Serbowie nazywają go Uniwersytetem w Prisztinie, jednak ONZ nie uznał tej nazwy). Jest to jedyny tak duży ?pracodawca? w regionie. Młodzi ludzie dostając stypendia od rządu w Belgradzie, kończą studia, a następnie uciekają do Belgradu lub do innych krajów w Europie zachodniej lub jeszcze dalej. Gdzieś gdzie jest lepsza perspektywa. Dlatego 18-latek w Mitrovicy nie czeka w nieskończoność jak jego rówieśnik i rodak w którejś z enklaw w głębi Kosowa. Czeka 4-5 lat. Zaś starsi mieszkańcy skupiają się głównie na tym, aby wychować, wyedukować i wysłać w świat.

Merdare

Ryszard Kapuściński napisał kiedyś, że ?granica małej ojczyzny przebiega tam, gdzie znajdują się najdalej położone groby naszych przodków i bliskich? (Kult złej pamięci, Gazeta Wyborcza 2001, nr 121). Serbowie zdają się przedkładać tę myśl nie tylko na ?małą ojczyznę?, ale także na najważniejszą w tej chwili dla nich wspólnotę ? naród. Pewna różnica pojawia się jednak w sposobie wyznaczania wspomnianych granic.

Faktycznie na drodze, na którą się zjeżdża z jedynej serbskiej autostrady w kierunku Kosowa (przez Prokuplje), można zauważyć przydrożne cerkwie, obok nich niewielkie cmentarze, gdzie tu i ówdzie powbijane są ogromne serbskie flagi. Jednak nie jest to jedyny sposób zaznaczania granic serbskiej ziemi.

Przejście graniczne w Merdare jest obecnie najczęściej używanym w ruchu zarówno transportowym, jak i osobowym, chociaż swoim wyglądem wcale takiego nie przypomina. Po stronie serbskiej stoją 3-4 blaszane budynki podobne do kontenerów montowanych na TIR-ach. Dokumenty nie są sprawdzane przez służby graniczne, ale przez policjantów. Według Serbów nie jest to w końcu przejście graniczne, tylko zwykły punkt kontroli, jaki można zorganizować w jakimkolwiek innym miejscu. Stąd też prowizoryczność i tymczasowość budynków. W każdej chwili można je stąd w ciągu godziny zabrać.

Rzucającym się w oczy elementem przejścia w Merdare są ogromne ilości śmieci po stronie serbskiej. Wygląda to tak, jakby okoliczni mieszkańcy zwozili wszystkie swoje odpadki i wyrzucali je tuż pod nosem policjantów pilnujących granicy, którzy raczej nie interweniują, skoro niektóre miejsca do złudzenia przypominają już typowe obrazki z wysypisk śmieci. I chociaż prawdopodobną przyczyną takiego stanu rzeczy jest też brak efektywnego zarządzania gospodarką odpadami, to nasuwa się skojarzenie z chęcią wyrzucenia w postaci tych śmieci swojego gniewu, żalu, a nawet rozpaczy pod niezgodny z przekonaniami Serbów posterunek graniczny. W zeszłym roku Serbowie przychodzili do Merdare niemal regularnie, raz na miesiąc, dwa miesiące i próbowali podpalić (często skutecznie) budynki kosowskiej straży granicznej. Być może w tym roku ich protest będzie wyrażał się w stercie śmieci. Tylko czy ta sterta śmieci nie będzie konfrontowała z ideą ?świętej ziemi? kosowskiej, którą tak promują niektórzy z serbskich polityków?

Manekin z zaklejonymi oczami

Jedna z naszych koleżanek pytała niemal każdą spotykaną przez nas osobę o demokrację. Czy istnieje demokracja w Kosowie? Pytanie rzekomo tak banalne, spotykało się najczęściej z uśmiechami na twarzy. Oczywiście, że istnieje demokracja w Kosowie! Przecież mogę co parę lat pójść do urny i oddać swój wolny głos! Rzecz w tym, że nasza koleżanka swojego pytania nie sprecyzowała. Być może powinna zapytać, czy w Kosowie istnieje świadoma demokracja. To znaczy, czy obywatele nowej Republiki Kosowa podejmują świadome wybory, świadomy dialog, świadomą dyskusję o własnej przyszłości.

Na spotkaniu z albańskimi studentami Uniwersytetu w Prisztinie usłyszeliśmy głos ludzi przeideologizowanych, chwalących swój kraj (jak i rząd), uczelnię, wykładowców. Czy to był strach lub nieśmiałość przed obecnym na sali profesorem? Wątpliwe. Ci ludzie odpowiadali na nasze pytania tak, jak wydawało im się najbardziej poprawnie. Studenci albańscy niezbyt chętnie dyskutują np. o ogromnej korupcji w rządzie kosowskim, o którym mówi już bardzo wiele lokalnych organizacji pozarządowych, jak i międzynarodowych. Młody Albańczyk wierzy, że uczelnia da mu najlepsze wykształcenie z możliwych oraz twierdzi, że wiąże swoją przyszłość z Kosowem. Argumentując jednak swoje poglądy np. dotyczące stosunków z Serbami, powtarza najczęściej główne hasła obecnych elit rządzących.

Pewna organizacja ? Vetëvendosje (alb. samostanowienie)- maluje na murach przekreślony na czerwono napis EULEX (misja Unii Europejskiej w Kosowie) lub np. tekst ?EULEX ? Made in Serbia?. Tymczasem zarówno członek tej organizacji, jak i wielu innych przypadkowych przechodniów (w tym także kosowskich policjantów) nie miało pojęcia gdzie mieści się siedziba misji EULEX w Prisztinie, nie mówiąc już o dokładniejszym wyjaśnieniu czym tak naprawdę ta misja jest.

Brak wiedzy o obecnej roli misji międzynarodowych, brak chęci objęcia demokratyczną kontrolą działań rządu, brak powszechnej, obywatelskiej debaty o przyszłości Kosowa, sprawia, że społeczeństwo staje się coraz bardziej obojętne. Wspomniana wyżej grupa Vetëvendosje organizuje także demonstracje, marsze, itp. Niegdyś przyciągała nawet po kilkadziesiąt tysięcy uczestników. Dziś jest ich już tylko kilka tysięcy. Czy w takim razie mieszkaniec Kosowa, będąc już pewny, iż swoje upragnione samostanowienie osiągnął, pozostanie biernym obywatelem?

Na jednej z wystaw butiku w Prisztinie stały kobiece manekiny z zaklejonymi oczami. I chociaż, jak twierdzi jeden z lokalnych dziennikarzy, raczej akt ten nie wynikał z jakichś np. kulturowo-religijnych reguł, to może wkrótce dobrze uosabiać społeczeństwo kosowskie, które będzie bardziej skupiało się na zachodnim indywidualizmie, ewentualnie na rodzinie, a do minimum ograniczy swoją aktywność w współtworzeniu i współdecydowaniu o dalszych losach nowego państwa. Obywatel, który dobrowolnie pozwala sobie zakleić oczy, może kiedyś zgodzić się nawet na dyktaturę, o ile będzie ona ?rodzima? i niezbyt ?dokuczliwa?.

Share this post

You are here: Baza publikacji